Coraz częściej słyszę, że ktoś idzie „przetestować” nową kawiarnię. Testuję nową miejscówkę, idę przetestować flat white na Mokotowie, kawiarnia numer 23 odhaczona. Widzę to w relacjach znajomych, w opisach pod zdjęciami, w rozmowach przy barze. I za każdym razem to słowo trochę mnie uwiera. Ja nie testuję kawiarni. Ja do nich chodzę. Brzmi jak drobiazg, ale „test” ustawia Cię w konkretnej roli, zanim w ogóle przekroczysz próg kawiarni specialty. Tester przychodzi z listą Znasz ten typ, a może czasem sam nim bywasz. Tester siada tak, żeby mieć dobre światło do zdjęcia. Sprawdza, czy latte art wyszło symetrycznie, ile sekund leciało espresso i czy flat white nie jest droższy niż w kawiarni dwie ulice dalej. Pije pół filiżanki, a w głowie już układa opis. Z baristą zamienia dwa słowa przy kasie, bo po co więcej, skoro werdykt i tak zapadnie. Mieć własne zdanie o kawie to nic złego. Po to przecież pije się ją uważnie. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy wizyta zamienia się w egzamin, a ktoś po drugiej stronie baru go zdaje, nawet o tym nie wiedząc. Słowo „test” stawia Cię trochę wyżej niż ludzi, którzy tę kawę zrobili. Jakbyś przyszedł podsumować ich kilka lat pracy w pięć minut.Reklama Za barem dzieje się więcej, niż widać Przez sześć lat stałem po drugiej stronie baru i wiem, jak potrafi wyglądać zwykły wtorek. Dostawa mleka nie przyjeżdża. Ktoś z ekipy dzwoni o siódmej, że jest chory, więc na zmianie zostajesz sam. Młynek, który wczoraj mielił idealnie, przez wilgoć zaczyna sypać inaczej i poranne ustawianie espresso trzeba robić od nowa. A kolejka w tym czasie sięga drzwi. Są też rzeczy, których gość nie widzi w ogóle. Czynsz, który rośnie co roku. Ceny zielonej kawy. Właściciel, który po zamknięciu jeszcze liczy kasę, robi zamówienia i odpisuje na wiadomości. Za większością małych kawiarni stoi ktoś, kto włożył w nie oszczędności, sporo nieprzespanych nocy i zwyczajnie kawał swojego życia. Nic z tego nie usprawiedliwia złej kawy. Pokazuje tylko, że jedna filiżanka wypita jednego dnia to bardzo mały wycinek całej historii. Ocena to zdjęcie, a nie wyrok Nie mam nic przeciwko ocenom. Sam je wystawiam i sam je czytam, kiedy jestem w nowym mieście i mam godzinę do pociągu. Dobra ocena pomaga innym trafić do świetnego miejsca, a uczciwa uwaga pomaga kawiarni się poprawić. Właśnie dlatego w Specialty Atlas oceniasz konkretną wizytę, a nie kawiarnię raz na zawsze. Poniedziałkowy poranek i sobotni szczyt w tym samym miejscu potrafią wyglądać zupełnie inaczej. Ocena działa najlepiej, kiedy traktujesz ją jak zdjęcie jednego momentu. Jedna kawa, jeden dzień, jeden barista. Pięć gwiazdek za cudowny poranek? Świetnie, niech inni się dowiedzą. Trzy za przeciągnięte espresso? Też w porządku, jeśli piszesz o tej wizycie i nie ogłaszasz od razu, że „to miejsce jest słabe”. Cała różnica leży w podejściu, nie w liczbie gwiazdek. Klient czy gość? Kiedy o tym mówię, często słyszę w odpowiedzi, że skoro płacisz, to jesteś klientem, a nie gościem, i masz pełne prawo oczekiwać jakości. Zgadzam się. Za dobrą kawę płacisz niemało i możesz wymagać. A jeśli coś nie gra z cenami albo ekipa za barem wygląda na wykończoną, to zwykle pytanie do właściciela, a nie do osoby, która akurat robi Ci flat white. Tylko że jedno nie wyklucza drugiego. Możesz płacić, wymagać i dalej zachowywać się jak gość. Gość też może upomnieć się o swoje. Robi to po prostu tam, gdzie to coś zmieni, czyli przy barze. Jeśli espresso jest kwaśne jak cytryna, powiedz o tym spokojnie i normalnym tonem. Prawie każdy barista woli od razu zrobić Ci drugą kawę, niż przeczytać o pierwszej w recenzji tydzień później. Jak odwiedzać kawiarnię, zamiast ją testować Następnym razem spróbuj wejść bez wewnętrznego formularza w głowie. Zamów i zapytaj, co dziś jest na przelewie i dlaczego akurat to. Zapytaj, skąd jest ziarno i co z niego najbardziej lubi barista. Usiądź na chwilę bez telefonu w ręce. Odpuść porównywanie z kawiarnią, w której byłeś w zeszłym tygodniu, bo to inne miejsce, inni ludzie i inna chwila. Zwróć uwagę na rzeczy, które nie mieszczą się w żadnej skali. Na muzykę, na światło, na to, że ktoś zapamiętał Twoje zamówienie z poprzedniej wizyty albo zapytał co u Ciebie i powiedział, że miło Cię widzieć. Często wracasz do miejsc nie dlatego, że mają najlepsze espresso w mieście, tylko dlatego, że dobrze się tam czujesz. A jeśli po wyjściu nadal masz ochotę wystawić ocenę, wystaw ją. Napisz, jak było tego dnia, przy tej kawie i z tymi ludźmi. Taka ocena powie innym dużo więcej niż „test” i nikomu za barem nie zepsuje tygodnia. Specialty Atlas Zbieraj pieczątki, oceniaj kawiarnie, odkrywaj nowe ziarna. Zeskanuj telefonem Udostępnij: Facebook X Kopiuj link Reklama