Specialty Atlas Pobierz appkę

Pumpkin spice latte – o co chodzi z tą jesienną kawą

Przez kilka lat byłam po tej stronie, która z pumpkin spice latte się śmieje. Piłam głównie przelewy i nie rozumiałam, po co ktoś dolewa do espresso syrop o smaku ciasta. Do mnie szał na pumpkin spice przyszedł chyba z wiekiem. W pewnym momencie przypadkiem spróbowałam. Od tamtej pory co roku czekam, aż dyniowe latte wróci do kawiarni.

Nie jestem w tym odosobniona. Trudno wskazać drugą kawę, która ma swój sezon, wiernych fanów odliczających dni do premiery i tylu przeciwników, co roku powtarzających, że to już przesada. Jedni na widok jesiennej grafiki w witrynie Starbucksa cieszą się jak dzieci, inni przewracają oczami. Obojętnych jest niewielu.

Czym właściwie jest pumpkin spice latte

To latte, do którego dodaje się słodki sos z dynią i przyprawami korzennymi. W Starbucksie na wierzchu ląduje jeszcze bita śmietana i szczypta przyprawy. Sama nazwa trochę wprowadza w błąd. Pumpkin spice to nie smak dyni, tylko mieszanka przypraw, którą Amerykanie sypią do ciasta dyniowego. Cynamon, imbir, gałka muszkatołowa i goździki pachną w Polsce piernikiem i szarlotką, więc ta amerykańska kawa smakuje tu dziwnie swojsko.

Reklama

W smaku przypomina kawałek ciasta zjedzony do kawy, tylko że wszystko masz w jednym kubku. Najpierw czuć cynamon i słodycz, potem wanilię, a espresso wychodzi dopiero na końcu, schowane pod mlekiem. Dyni jest mniej, niż sugeruje nazwa. Daje raczej gęstość i lekko ziemisty posmak niż wyraźny smak warzywa, więc jeśli boisz się kawy o smaku zupy dyniowej, możesz spokojnie odetchnąć. W wersji ze Starbucksa przez pierwsze dwanaście lat dyni w ogóle nie było, o czym pisałam przy okazji przepisu na domowe pumpkin spice latte.

Jak powstało pumpkin spice latte

Starbucks wprowadził pumpkin spice latte w 2003 roku i niewiele brakowało, a w ogóle by go nie było. Zespół, który szukał nowej jesiennej kawy, miał na liście około dwudziestu smaków. Kiedy sprawdzano, co klienci chcieliby kupić, wygrywały czekolada i karmel. Dynia wypadła najgorzej. Uratowało ją tylko to, że była zupełnie inna niż wszystko, co wtedy podawano w kawiarniach. Nikt nie sprzedawał dyniowych napojów, więc łatwo było się wyróżnić.

Prace trwały około trzech miesięcy. Zespół jadł ciasto dyniowe na zmianę z espresso i szukał proporcji, przy których jedno nie zagłusza drugiego. Zastanawiano się też nad bardziej poetycką nazwą, na przykład Fall Harvest Latte, ale wygrała ta najprostsza. Dziś trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś stał w kolejce po „latte jesiennych zbiorów”.

Pumpkin spice dawno wyszło poza kubek kawy. W Stanach jesienią dostaniesz o tym smaku płatki śniadaniowe, muffiny, śmietanki do kawy, a nawet przysmaki dla psów. W Polsce jest skromniej, ale dyniowe świeczki i odświeżacze powietrza co roku trafiają do drogerii, a w kawiarniach obok latte pojawiają się cynamonki i ciasta z dynią.

Dlaczego pumpkin spice latte jest tylko jesienią

Bo gdyby było przez cały rok, nikt by na nie tak nie czekał. Widzę to po sobie. Lody pistacjowe mogę jeść od maja do października i nigdy nie biegnę po nie z wypiekami na twarzy, a po dyniowe latte potrafię przejechać pół miasta, bo za miesiąc go nie będzie. Sieci kawiarni dobrze to rozumieją. W dniu premiery dyniowej kawy w amerykańskich Starbucksach robi się wyraźnie tłoczniej niż w zwykły dzień, a w zeszłym roku jesienna karta dała firmie w Stanach rekordowy tydzień sprzedaży.

Drugą sprawą jest zapach. Cynamon i goździki działają na mnie jak włącznik jesieni. Wystarczy, że poczuję je w kawiarni, i od razu mam ochotę na koc, książkę i wieczór bez planów. Pierwsze dyniowe latte w sezonie to dla mnie coś jak pierwsze truskawki w czerwcu. To mały znak, że zaczyna się nowa pora roku, nawet jeśli za oknem wciąż jest dwadzieścia stopni.

Jesień w internecie ma zresztą swój stały zestaw rekwizytów, czyli gruby sweter, liście, dynię na parapecie i ciepły kubek w dłoniach. Pumpkin spice latte pasuje do tego obrazka jak ulał.

Kiedy pumpkin spice latte wraca do Starbucksa i ile kosztuje

W tym roku dyniowe latte wróciło do polskich Starbucksów 1 września, tydzień po premierze w Stanach. Jeszcze dziesięć lat temu Amerykanie czekali na nie do września, a dziś dostają je pod koniec sierpnia, kiedy wiele osób jest jeszcze na urlopie.

Oficjalnej daty końca Starbucks nie podaje. Dyniowe latte zostaje w karcie do późnej jesieni albo do wyczerpania zapasów, a zwykle znika w listopadzie, kiedy wchodzą świąteczne napoje. W jednych kawiarniach syrop kończy się wcześniej niż w innych, więc jeśli masz swoją ulubioną, nie zostawiaj tego na ostatnią chwilę.

Za najmniejszy kubek zapłacisz w tym roku około 23,50 zł, za średni 25,50 zł, a za największy 27,50 zł. Wersja z lodem kosztuje tyle samo, a z wielorazowym kubkiem Starbucksa dostaniesz 2 zł zniżki. Pamiętaj tylko, że to bardziej deser niż kawa. Duży kubek z bitą śmietaną ma około 390 kcal, czyli mniej więcej tyle, co porządny kawałek sernika.

Reklama

Gdzie jeszcze wypijesz dyniowe latte

Starbucks nie ma na nie monopolu. Jesienią 2024 roku pumpkin spice latte pojawiło się w KFC za 6,99 zł za mały kubek, razem z dyniowym shake’iem, który można było zamówić nawet z bitą śmietaną i piankami marshmallow. W polskim McDonald’s jesień to w tym roku raczej tańsza kawa niż dyniowe nowości. W Stanach McCafé po raz pierwszy od dekady całkiem zrezygnował z dyni i postawił na kawę o smaku szarlotki z karmelem.

Najciekawsze wersje znajdziesz jednak w małych kawiarniach. Coraz więcej z nich jesienią robi własny syrop z pieczonej dyni i łączy go z dobrym espresso. Smakuje to zupełnie inaczej niż kubek z sieciówki. Jest mniej słodko, dynię naprawdę czuć, a kawa nie ginie pod przyprawami. Taki napój nie zawsze nazywa się w karcie pumpkin spice latte. Czasem to po prostu dyniowe latte albo sezonowa kawa dnia, więc warto zapytać baristę, co ma jesiennego.

Ja wolę robić syrop sama z pieczonej Hokkaido. Robię go raz, a słoik wystarcza mi na mniej więcej osiem kubków. Jeśli chcesz spróbować, cały przepis na pumpkin spice latte z syropem z prawdziwej dyni czeka na blogu.

Czy kawowa snobka może je lubić

W świecie kawy specialty pumpkin spice latte ma opinię kawy dla ludzi, którzy kawy nie lubią. Coś w tym jest, bo w dużym kubku z sieciówki espresso rzeczywiście ginie pod syropem i bitą śmietaną.

Z czasem przestałam się tym przejmować. Nie piję dyniowego latte codziennie, raczej kilka razy w sezonie, i zawsze trochę po swojemu. W sieciówce proszę o połowę syropu, bo pełna porcja jest dla mnie za słodka, a zamiast krowiego mleka biorę owsiane, które dobrze dogaduje się z cynamonem. Jeśli kawiarnia robi syrop sama, zamawiam bez żadnych zmian. Kiedy jest ciepło, wybieram wersję z lodem, bo smakuje lżej i mniej deserowo.

Jeśli pumpkin spice latte to dla Ciebie nowość, spróbuj w tym roku dwóch wersji. Jednej w sieciówce, z bitą śmietaną i całym tym jesiennym teatrem, a drugiej w małej kawiarni, która robi syrop na miejscu. Dopiero wtedy widać, jak różne potrafią być dwa kubki o tej samej nazwie. Ja zawsze zaczynam sezon od tej pierwszej, bo to dla mnie oficjalne otwarcie jesieni. W tym roku pierwszy raz skończę go na domowej wersji, kiedy Starbucks przestawi się już na pierniki i święta, a w mojej lodówce będzie stał słoik syropu z dyni kupionej na targu.

Udostępnij: Facebook X
Reklama